Archiwum
  Strona główna Federacja Imprezy Program TV Polonia Nowości Linki DANSK
 
Przedstawiciele kadry kierowniczej oświaty woj. lubuskiego na seminarium w Danii

 

Federacja ,,Polonia” we współpracy z Towarzystwem Krzewienia Oświaty Polskiej w Danii, wspierane finansowo przez Fundusz Demokracji przy duńskim MSZ, umożliwiły Gorzowskiemu Stowarzyszeniu Pomocy Szkole oraz Wspólnocie Polskiej zorganizowanie w sierpniu br. 5–dniowego seminarium w Danii dla kadry kierowniczej oświaty województwa lubuskiego. Uczestnikami seminarium byli przedstawiciele Lubuskiego Kuratorium Oświaty, Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Gorzowie, Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego oraz dyrektorzy szkół, zarówno pionu podstawowo–gimnazjalnego, jak i szkół ponadgimnazjalnych.

Przygotowany przez organizatorów program był różnorodny i został potraktowany naprawdę wielowymiarowo. Otrzymaliśmy rzadką szansę kontaktu z całym przekrojem władz oświatowych Danii, począwszy od szczytu – parlamentu poprzez organy prowadzące szkoły, którymi podobnie jak u nas są gminy, aż do spotkań z dyrektorami i uczniami wybranych szkół. Program seminarium był nie tylko bogaty, ale również wypełniony po brzegi. Bezpośrednio po przyjeździe do Kopenhagi, zanim jeszcze zostaliśmy zakwaterowani w docelowym hotelu „Ascot”, udaliśmy się do duńskiego parlamentu. Młodziutka pani poseł Brigitte Lillelund Bech, będąc członkiem Komisji Oświatowej, ukazywała nam duńską demokrację w perspektywie oświatowej. Merytorycznym jednak gospodarzem całego naszego pobytu były władze nowoczesnej gminy Frederiksberg – prawie 100.000 miasta o charakterze metropolii, będącego jednym z najważniejszych centrów naukowo – kulturalnych Danii. To właśnie tam, w Frederiksbergu znajdują się m.in.: Królewska Akademia Wojskowa, Kopenhaska Szkoła Biznesu, Królewska Akademia Rolniczo–Weterynaryjna, czy też prestiżowe Seminarium Nauczycielskie.

W gminie tej gościliśmy praktycznie codziennie. Ratusz, w którym mieści się administracja był dla nas miejscem wielu ciekawych spotkań i prelekcji. Już w pierwszym dniu, po uroczystym lunchu, wicedyrektor Komisji Oświatowej Bjřrn Thomsen zapoznał nas z rozdziałem zadań oświatowych w Danii pomiędzy państwem, województwem i gminą. W Danii troska o dzieci i ich wykształcenie rozpoczyna się niemalże od ich urodzenia. Gmina gwarantuje swoim młodym obywatelom miejsce w żłobku i przedszkolu, w myśl przekonania, że w instytucjach tych, obok opieki, dzieci szybciej osiągają wyższy poziom rozwoju, aniżeli w towarzystwie nawet wykształconych rodziców. Ponad 80 % wszystkich dzieci w wieku od 6 miesiąca życia  do lat 5 korzysta z tej oferty. Nauka jest całkowicie bezpłatna. Rodzice nie są obciążani żadnymi opłatami związanymi ze szkołą; nie płacą nie tylko za podręczniki, ale również za pozostałe akcesoria typu: zeszyty, farby, kredki... Każdy, kto ukończy 18 rok życia i postanawia dalej się uczyć, otrzymuje – bez względu na sytuację materialną rodziców – stypendium. Stąd też siła robocza Danii, a przynajmniej gminy Frederiksberg, charakteryzuje się wysokim poziomem wykształcenia. Około 1/3 pracowników tej gminy posiada wykształcenie wyższe. Gminy, w ramach zadań związanych z realizacją założeń oświatowych, kładą bardzo mocny nacisk na kulturę i wolny czas. Władze robią wszystko, by młodzież po południami nie była skazana na marazm i nudę. Boiska i hale sportowe, pływalnie, kluby młodzieżowe, w większych aglomeracjach teatry czy muzea mają stwarzać możliwości ciekawego spędzania czasu pozaszkolnego. Jedna z głównych ulic Frederiksbergu, zwana Frederiksberg Allé znana jest jako duński Broadway.

Kolejny mówca Jan E. Joergensen, który w gminie pełni funkcję przewodniczącego Komisji Dzieci i Oświaty jeszcze tego samego dnia przedstawiał  na czym polega demokracja w duńskiej szkole. Jego wykład był dobrym przygotowaniem do przewidzianych w programie spotkań w szkołach (w Danii rok szkolny rozpoczyna się 8 sierpnia). I tak następnego dnia gościliśmy w nowo wybudowanej szkole podstawowej „Trzech sokołów”. Szkoła ta, na dany moment jest ewenementem na skalę kraju, gdyż jest pierwszą, do której uczęszczają tylko uczniowie starszych klas, czyli VII,VIII,IX i X. W Danii szkoły podstawowe bazują na systemie 10–letnim, z tym że zarówno „zerówki”, jak i klasy X są nieobowiązkowe. Te ostatnie stanowią ciekawe rozwiązanie dla wszystkich, którzy z różnych powodów nabyli zaległości w swojej edukacji, np. uczniowie klas olimpijskich [sportowych], czy też uczniowie często chorujący. O dziwo, z własnej woli z X klasy korzysta około 50% uczniów (i to nie tylko sportowców). Spotkanie w tej nowoczesnej i ogromnej szkole zrobiło na wszystkich uczestnikach seminarium duże wrażenie. Niekoniecznie (przynajmniej u mnie) z powodu najnowszych rozwiązań architektonicznych – przestrzeni, całkowicie oszklonych ścian klas, czy też stoisk komputerowych dostępnych na korytarzach. Urzekła mnie życiowa, tak bym nazwała, oferta zajęć szkolnych, które w naszej polskiej rzeczywistości, jeśli odbywają się, to jako zajęcia pozalekcyjne, np. pod nazwą kółko fotograficzne. Mam na myśli lekcję, której we fragmencie byliśmy świadkami. Było to zwyczajne spotkanie z aparatem fotograficznym: pozowanie do zdjęć, instruktaż do wykonania możliwie jak najlepszego, techniczne rozpracowywanie zakładania filmów itp. (ja, o zgrozo, po dzisiejszy dzień mam z tym wcale niemały problem). Na pewno nie zrobiłoby to na mnie specjalnego wrażenia, gdybyśmy zwiedzali jakąś biedną prowincjonalną duńską szkołę. Dla dzieci z Frederiksbergu, który stanowi swoistą enklawę Kopenhagi, aparat fotograficzny przecież nie jest obcy. A jednak...

Inną jednostką lekcyjną, którą podpatrzyliśmy w tej szkole były praktyczne zajęcia kulinarne. Nie brakowało na nich chłopców, którzy ze swej natury są majsterkowiczami i równie dobrze mogliby w tym czasie mieć zajęcia w zupełnie innej pracowni, wbijając młotkiem gwoździe. Nie, oni na równi z dziewczętami uczą się tego, czego naprawdę nie potrafią. W fartuchach kuchennych, z patelniami w rękach eksperymentowali w kulinariach. Muszę podkreślić, że nie była to lekcja dla samej lekcji. Podczas przerwy naleśniki (chyba tak można nazwać usmażone przez nich placki) zjedli nauczyciele z bardzo ukontentowanymi minami. Na zapytanie, czy chłopcy nie narzekają na ten rodzaj zajęć, dyrektorka szkoły żartobliwie odpowiedziała – nie mają wyjścia, znając kruchość instytucji małżeńskiej, muszą się nauczyć liczyć w życiu na siebie.

W szkole duńskiej stawia się więc na wszechstronność, ale nie przyporządkowaną tylko i wyłącznie intelektowi. Tam naprawdę procesowi szkolnemu  nierozłącznie towarzyszą 3 elementy, które tworzą w ten sposób harmonijną triadę. Są to: edukacja, wychowanie i rozwijanie umiejętności. Wkomponowanie w stały plan zajęć lekcyjnych odrębnych jednostek poświęconych rozwijaniu praktycznych umiejętności, z którymi zderzamy się na co dzień ma podstawowy cel – uczynić ze szkoły miejsce, które uczy w sposób zauważalny; miejsce, które zostanie, przynajmniej, polubiane, a nade wszystko miejsce, w którym nie nabywa się kompleksów, ale je niweluje. Dzieje się tak w przypadku pokonania bariery i zahamowań związanych np. z tańcem, (dotyczy to głównie chłopców).

Inną refleksją, która po wielekroć do mnie wraca, jest kwestia zatrudnienia przez gminę dyrektora tej szkoły. Pełna entuzjazmu i szczerego zamiłowania do swojej pracy Pernille Fabricius powiedziała – przez rok byłam dyrektorem szkoły bez szkoły, bez nauczycieli i bez uczniów. Gmina bowiem zatrudniła ją na pełnym etacie w momencie decyzji, co do wybudowania tej placówki. Przychodziła do pracy razem z tymi, którzy szkołę projektowali, a następnie budowali. Jej zadaniem było najpierw wkraczanie w zamysły architektów poprzez sugestie odnoszące się do różnorakich zajęć edukacyjno–wychowawczych, jakie w przyszłości w budowanym obiekcie miały mieć miejsce, a następnie czuwanie nad ich realizacją. Pani dyrektor podzieliła się z nami również sposobem, jaki uruchomiła przy okazji rekrutacji swoich przyszłych nauczycieli. Nie szukała tylko specjalistów w konkretnym przedmiocie. Wielu jest – powiedziała – świetnych matematyków, historyków czy fizyków, ja od swoich nauczycieli wymagałam dodatkowych umiejętności, np. gry na jakimś instrumencie, aby w pracy z dziećmi mogli im zaimponować, aby również jako zespół nauczycieli mogli czasem wystąpić dla swoich uczniów.

W kolejnym dniu naszego pobytu mieliśmy okazję poznać także inną szkołę. Tym razem gimnazjum, które w Danii jest odpowiednikiem polskiej szkoły średniej. Sokoli Dwór, tak nazywało się, swoją architekturą przypominał polskie szkoły. Jego wybudowanie datuje się na połowę lat pięćdziesiątych. Spotkanie w nim było dwuetapowe: z rektorem placówki oraz z przedstawicielami Rady Uczniowskiej, którzy ukazali nam, jak wygląda demokracja uczniów w praktyce. Funkcjonujące w duńskich szkołach Rady Uczniowskie, przy pierwszym zderzeniu mogą przywoływać na myśl nasze Samorządy Uczniowskie. Nie do końca jest to prawdą. Kompetencje młodych Duńczyków są o wiele większe, a organizacja wydaje się być prowadzona w sposób dojrzały i profesjonalny. Członkowie Rady są przeszkalani, każdy, kto chce uzyskać status jej członka, musi ukończyć kurs sztuki perswazji, wypowiadania się i negocjacji. Ponadto, Rady Uczniowskie poszczególnych szkół wchodzą w skład Duńskiego Stowarzyszenia Uczniów Gimnazjalnych (twór na miarę młodzieżowych związków zawodowych). Przynajmniej raz w roku Stowarzyszenie to zwołuje walne zgromadzenie, aby zunifikować swoje przedsięwzięcia  i obszary działań. Dojrzałość Rad Uczniowskich niewątpliwie uwypuklił strajk duńskich uczniów, którzy upomnieli się o sprawy swoich nauczycieli, kiedy próbowano im odebrać z uposażeń dodatek za przygotowywanie się do zajęć lekcyjnych.

Federacja Organizacji Polskich i Polsko–Duńskich „Polonia”, której głównie zawdzięczamy zorganizowanie tak atrakcyjnego seminarium, powstała w Danii w 1999 r., a w sumie jest kontynuacją założonego 16 lat temu Zrzeszenia Polonii Duńskiej. Jako organizacja apolityczna działalność swą opiera na zasadach praw człowieka i demokracji. Za jeden podstawowy cel obrała krzewienie i ochronę polskiej kultury, języka, tradycji, wartości historycznych oraz rozszerzania znajomości Polski wśród społeczeństwa duńskiego. Bazując na tym, czego doświadczyliśmy w Danii, możemy z naszych rodaków być naprawdę dumni. Polskość w Danii jest nie tylko obecna, ale i otoczona szacunkiem, zwłaszcza w regionie Lolland-Falster. W miejscowości Maribo znajduje się muzeum z polską izbą pamiątek; kilkanaście kilometrów dalej w Taagerup „Izba Polska” – budynek, w którym w 1912 r. mieszkało 30 polskich robotników sezonowych. Na początku bowiem XX w., kiedy miejscowa siła robocza nie była w stanie zaspokoić potrzeb dużych gospodarstw rolnych, sprowadzano z Polski, głównie z Galicji, robotników sezonowych do uprawy buraków cukrowych. Przyjeżdżały najczęściej młode kobiety. Pracowitość, wytrzymałość i obowiązkowość „buraczanych dziewcząt” – tak je z czasem nazywano, szybko wzbudzała uznanie i dlatego Duńczycy zaczęli stawiać dla nich budynki mieszkalne. Jeden z nich, choć został bardzo zniszczony i zakwalifikowany do rozbiórki, nie tylko pozostał do dzisiaj, ale dzięki wielkim zabiegom Pana  Torstena Elsvora otrzymał status zabytku. 

Tak więc – ciągle w ruchu, wciąż oscylując między ratuszem i kolejnymi miejscami wizyt zasypywano nas w krótkim czasie coraz to bardziej interesującymi informacjami. Nad wszystkim czuwali: Margareta Kępińska- Jakobsen, Roman Śmigielski i Roman Miedzianogóra, bez których „nic nie byłoby, tak jak było”. Niewątpliwie jednak, powodzenie całego przedsięwzięcia, jakim była wizyta na wszystkich szczeblach duńskich władz oświatowych z merytorycznej, jak również organizacyjnej strony jest niezaprzeczalną zasługą samego przewodniczącego Federacji „Polonia”  – Romana Śmigielskiego. Niewielu spotyka się dziś ludzi o tak wielkiej wiedzy, kulturze, przy jednoczesnym zaangażowaniu się w sprawy swej – bądź co bądź – odległej ojczyzny. W naszych czasach, na szczęście dalekich od powstań i wojen, miarą patriotyzmu staje się nie walka orężna o dobro kraju, lecz umiejętność poświęcania własnego czasu sprawom od których zależy dobro jego przyszłych pokoleń. Nam, uczestnikom tego seminarium pozostaje dorównywać na każdym kroku jego Organizatorom, czerpać z mądrych doświadczeń innych krajów i pracować – ciężko pracować na wszystkich szczeblach polskich władz oświatowych, by ten symboliczny kaganek wiedzy płonął coraz jaśniej.

 Ewa Jałowy


Powrót

ELATED PageKits © 2002 ELATED.com/PageKits.com