Współpraca Polski z Polonią
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać o słuszności słów Cypriana Kamila
Norwida, że Ojczyzna jest to wielki - zbiorowy - obowiązek! Zbiorowy,
a więc wymagający współpracy wszystkich Polaków - zarówno tych
mieszkających tu, nad Wisłą, jak i tych, których los rzucił gdzieś w daleki
świat. Niestety, współpraca ta do dziś nie jest optymalna. Po 1989 r.
zainteresowanie polskich sił politycznych Polonią i Polakami z zagranicy
było raczej niewielkie i miało przeważnie charakter przedmiotowy. Wielu z
nas na początku lat 90-tych oczekiwało, że wiedza nabyta przez nas w krajach
naszego zamieszkania, często krajach o długoletniej tradycji demokratycznej,
może służyć Polsce. Mimo wielokrotnych prób nawiązania kontaktu, żaden z
ówczesnych rządów RP nie zainteresował się naszą wiedzą, nikt nie był
zainteresowany naszymi doświadczeniami. Potrzeba było dopiero katastrofy,
klęski żywiołowej, jaką była powódź z 1997 roku, aby przypominano sobie o
Polonii, która odpowiadając na apele z kraju, stanęła na wysokości zadania,
śląc wszystko, co w takiej sytuacji było potrzebne. Polonia wypełniła wtedy
swój zbiorowy obowiązek.
Spójrzmy jak wyglądała współpraca Polski z Polonią od czasu II Zjazdu
Polonii i Polaków z Zagranicy, a więc przez ostatnie sześć lat. W okresie
tym mieliśmy w Polsce czterech premierów.
Zarówno premier Leszek Miller jak i premier Marek Belka w swoich expose ani
słowem nie wspomnieli o Polonii. Dopiero w listopadzie 2005 r. premier
Kazimierz Marcinkiewicz, w swoim expose, powiedział: „Nie wyobrażam sobie
polskiej polityki zagranicznej bez współpracy z Polonią i Polakami
mieszkających poza granicami kraju. Środowiska te będziemy traktować po
partnersku, wzmacniając ich związki z Ojczyzną, a jednocześnie prosząc o
pomoc w realizacji polskich interesów za granicą”.
Usłyszeliśmy słowa, na które czekaliśmy od dawna. Nic dodać, nic ująć.
Warto, aby słowa te zostały wreszcie wcielone w życie.
Natomiast w lipcu zeszłego roku, premier Jarosław Kaczyński w swoim expose
oświadczył: „My
musimy dokonać przełomu, jeżeli chodzi o nasze stosunki z Polonią... Miliony
Polaków, w tym także i takich, którzy mają dobrą, albo nawet bardzo dobrą
pozycję społeczną, mieszka poza naszymi granicami. Są wśród nich i tacy,
którzy byliby gotowi tu wrócić, wnosząc wiele wiedzy, wiele kwalifikacji,
które w Polsce są rzadkie. Oczywiście ogromna większość będzie tam
pozostawała..., ale może być z nami w stałym kontakcie, może umacniać nasze
pozycje, może wiele wnosić, ale potrzebuje sygnału, wyraźnego,
jednoznacznego sygnału. Nie tylko na poziomie przemówień premiera,
prezydenta, czy ministra spraw zagranicznych, czy marszałka Sejmu, tylko na
poziomie realnej działalności. Bo to właśnie z tą realną działalnością,
często w konsulatach jest bardzo, ale to bardzo niedobrze. Tam często są
skanseny PRL-u i musimy to zmienić”.
Tak, Panie premierze, oczekujemy tego
wyraźnego, jednoznacznego sygnału, oczekujemy
tej realnej działalności, oczekujemy, że skanseny PRL-u, także tu w Polsce,
zostaną jak najszybciej zlikwidowane. Z zadowoleniem przyjęliśmy wiadomość o
powołaniu w czerwcu b.r. w
Kancelarii Prezesa Rady Ministrów
Departamentu do Spraw Polonijnych i Przemian Demokratycznych w Europie
Środkowo-Wschodniej.
Dotychczasowi ustawodawcy RP niezbyt skwapliwie wychodzili na przeciw
postulatom Polonii i Polaków za granicą. Od szeregu lat toczy się debata na
temat projektów ustaw dotyczących Polonii. Ich brak wywołuje wiele
frustracji i utratę zaufania do tych instytucji w państwie, które powołane
są do stanowienia dobrego prawa.
Myśląc o naszych Rodakach zza wschodniej granicy, cieszy nas bardzo fakt, że
Sejm RP - rzutem na taśmę, na początku tego miesiąca - uchwalił ustawę o
„Karcie Polaka”. Warto może przypomnieć, że za przyjęciem tej ustawy
głosowało 428 posłów, a tylko 3 było przeciwko. Pokazuje to, że klimat dla
Polonii był w tym Sejmie bardzo dobry. Szkoda, że nie został on w pełni
wykorzystany. Na ustawę o „Karcie Polaka” czekaliśmy ponad 10 lat i prawdę
mówiąc, obawialiśmy się, że projekt ten na kolejne 10 lat utknie w Sejmowych
szufladach niemożności. Jest chyba rzeczą całkowicie zrozumiałą, że szeroki
dostęp do wiz, który zresztą po wejściu Polski do obszaru Schengen zostanie
ograniczony, nie rozwiązuje emocjonalnych problemów. Nasi rodacy zza
wschodniej granicy są częścią narodu polskiego i nie może być żadnych
wątpliwości, że powinni oni mieć prawo do bezwizowego wjazdu do Ojczyzny. W
Polsce brakowało dotychczas woli politycznej, a niektórzy politycy próbowali
nawet straszyć społeczeństwo rzekomymi wysokimi kosztami „Karty Polaka”.
Jedynym naszym stałym sojusznikiem w tym blisko 10-letnim procesie
legislacyjnym był Senat RP. Niestety projekty senackie nie przebiły się
przez Sejm. Inne kraje, jak np. Węgry, już dawno sobie z podobnymi
problemami poradziły. Do gotowej ustawy zawsze można wnieść poprawki.
Uważamy je za konieczne. Sejm kolejnej kadencji powinien się tym zająć.
Uchwalona ustawa o „Karcie Polaka” dotyczy tylko Polaków z krajów należących
kiedyś do byłego Związku Sowieckiego. Znowelizowana ustawa o „Karcie Polaka”
powinna - naszym zdaniem - objąć też Polaków z byłej Jugosławii, a także
Bułgarii, Rumunii, Węgier, Słowacji i Republiki Czeskiej. Jakiś rodzaj
„Karty Polaka”, być może bez żadnych przywilejów z tym związanych, należy
się ze względów emocjonalnych wszystkim ludziom polskiego pochodzenia na
całym świecie. Dlatego apelujemy do przyszłych posłów i senatorów o wzięcie
tego pod uwagę przy najbliższej, jak najszybszej, nowelizacji ustawy o
„Karcie Polaka”.
Z
zadowoleniem należy stwierdzić, że wiosną br. rząd RP rozesłał do
konsultacji organizacji polonijnych projekty przygotowywanych przez rząd
ustaw. W pakiecie tym, oprócz projektu wspomnianej przed chwilą Karty
Polaka, były też projekty ustawy o stwierdzaniu pochodzenia polskiego oraz o
zmianie ustawy o wyborze Prezydenta RP oraz ustawy Ordynacja wyborcza do
Sejmu RP i do Senatu RP. Ustawy te nie zostały niestety uchwalone i prace
nad nimi - w przyszłej kadencji Sejmu - rozpocząć trzeba będzie praktycznie
od zera. Apelujemy do posłów i senatorów kolejnej kadencji o jak najszybsze
uchwalenie także i tych ustaw.
Organizacje polonijne otrzymały od rządu Jarosława Kaczyńskiego do
konsultacji
roboczą wersję raportu „Polityka Państwa
Polskiego wobec Polonii i Polaków za granicą”. W otrzymanej przez nas wersji
brakowało niestety strategicznych i taktycznych celów polityki Państwa
Polskiego wobec Polonii i Polaków za granicą na najbliższe 15 lat. Naszym
zdaniem raport taki, oprócz jasno sformułowanych celów polityki Państwa
Polskiego wobec Polonii i Polaków za granicą, powinien zawierać szczegółowe
metody osiągnięcia tych celów, ich finansowanie, a także indykatory, za
pomocą których można będzie stwierdzić, czy dany cel został spełniony czy
nie. W raporcie dużo więcej miejsca poświęcone być powinno rozwiązaniom
aktualnych problemów tzw. „nowej emigracji zarobkowej” w krajach Unii
Europejskiej. Mamy nadzieję, że w ostatecznej wersji tego raportu nasze
uwagi zostały uwzględnione.

Nasza współpraca z Senatem RP jest wprost wzorcowa. Dotyczy to zarówno
Senackiej Komisji Emigracji i Polaków za Granicą jak i marszałka Senatu.
Przypomnijmy, że to delegaci na II Zjazd Polonii i Polaków z
Zagranicy, który odbył się w 2001 roku, wysunęli szereg postulatów
dotyczących sytuacji Polonii, m.in. ustanowienie dnia 2 maja Dniem Polonii i
Polaków za Granicą czy powołanie przy Marszałku Senatu Polonijnej Rady
Konsultacyjnej, składającej się z przedstawicieli największych organizacji
polonijnych wszystkich kontynentów. Senat RP potraktował te postulaty
poważnie. Już w rok po ich wysunięciu, zostały one - dla obopólnej korzyści
- spełnione.
W
pełni popieramy wniesiony przez Senat projekt ustawy
O opiece Senatu nad Polonią i Polakami
za
granicą,
która wreszcie ureguluje i usankcjonuje prawnie istniejący w tej dziedzinie
stan rzeczy. Wykonywanie zadań związanych ze wspieraniem Polonii
koresponduje z wyrażoną w art. 6 ust. 2 Konstytucji zasadą udzielania przez
Rzeczpospolitą Polską pomocy Polakom zamieszkałym za granicą w zachowaniu
ich związków z narodowym dziedzictwem kulturalnym. Mamy nadzieję, że, ustawa
ta przyczyni się do optymalizacji działania organów władzy publicznej na
rzecz koordynacji i racjonalnego rozdziału środków budżetowych
przeznaczonych na opiekę nad Polonią i Polakami za granicą.
Jeśli chodzi o współpracę Polonii z Sejmem, a konkretnie z Sejmową Komisją
Łączności z Polakami za Granicą, to nie można o niej zbyt dużo powiedzieć,
gdyż współpraca taka praktycznie nie istniała. Jeżeli nawet Komisja omawiała
sytuację Polonii w danym kraju, to odbywało się to najczęściej bez udziału
przedstawicieli Polonii. W najlepszym wypadku informacji udzielał
przedstawiciel MSZ. Załatwianie spraw „o nas bez nas” nie było tu niestety
wyjątkiem, ale wręcz zasadą.
Kolejną bolącą i nie załatwioną dotąd sprawą jest kwestia unikania
podwójnego opodatkowania przez Polaków pracujących w państwach Unii
Europejskiej. O ile np. między Rzeczpospolitą Polską a Zjednoczonym
Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej została w zeszłym roku
podpisana Konwencja wprowadzająca metodę wyłączenia z progresją,
która polega na tym, że uzyskany za granicą dochód jest zwolniony z
opodatkowania w Polsce, to dochody uzyskane prze Polaków w niektórych innych
krajach Unii Europejskiej podlegają w Polsce opodatkowaniu. Jest to naszym
zdaniem jaskrawe łamanie artykułu 32 Konstytucji RP, który mówi, że wszyscy
są równi wobec prawa. Apelujemy do Ministerstwa Finansów o jak najszybsze
zrównanie praw wszystkich Polaków, obojętnie o ich miejsca zatrudnienia.
Prezydent John Fitzgerald Kennedy powiedział kiedyś: „Nie pytaj co Twój
kraj może dla Ciebie zrobić, zapytaj - co Ty możesz zrobić dla Twojego
kraju”. A więc zapytajmy: „W czym Polonia i Polacy zagranicą mogą przede
wszystkim Polsce pomóc? I na czym nasza współpraca mogłaby polegać?
Polonia i Polacy zagranicą mogą przede wszystkim budować mosty między Polską
a krajami swojego zamieszkania. Może zająć się szeroko rozumianą promocję
Polski w świecie. Teoretycznie istnieją w Polsce specjalne urzędy,
departamenty w ministerstwach, służby dyplomatyczne, które się tym zajmują.
Z jakim skutkiem? A no właśnie. Raczej znikomym. I to mimo olbrzymich
środków wydawanych na te cele. No, bo najpierw trzeba tym ludziom wypłacić
niezłe jak na warunki Polskie pensje, opłacić podróże, hotele, diety. A
dopiero za resztę środków robi się jakąś imprezę promującą Polskę wśród
„znajomych króliczka”. Zaprasza się na takie imprezy osoby z list dawno już
ustalonych, osoby, które już od dawna są do Polski przekonane (w tym też
przedstawicieli Polonii), których na dobrą sprawę przekonywać nie trzeba.
Polscy politycy w spotkaniach z Polonią często występują z apelami, aby
Polonia i Polacy zagranicą pomogli w szeroko rozumianej promocji Polski w
świecie. Apele te są całkowicie zbędne, gdyż promocja Polski to jeden z
podstawowych statutowych celów organizacji polonijnych. Robiliśmy to zawsze,
obojętnie czy ktoś z Polski się tym interesował czy nie i będziemy to robić
w przyszłości.
Ale, jak śpiewa senator Krzysztof Cugowski: „do tanga trzeba dwojga....”.
My cały czas czekamy na zaproszenie do tańca.
Polonia musi jak najszerzej otworzyć swe drzwi i programy dla kolejnej
emigracyjnej zmiany w sztafecie pokoleń, dla fachowców i dla młodzieży z
Polski. Polska musi uznać nas za liczną i pełnowartościową część narodu
polskiego. Winno to znaleźć swe odbicie w ustawodawstwie i w naszym
medialnym wizerunku. Dzieci, młodzież i edukacja muszą na stałe pozostać
podmiotem pracy polonijnej. Władze polskie utwierdzają nas często w
przekonaniu, że Polska liczy na Polonię, na nasze zaangażowanie i wsparcie.
Nie może to jednak być jednostronne, bowiem oczekiwania są i z naszej
strony. Pragniemy wyrazić nadzieję, że wszystkie - a jest ich sporo -
wzajemne oczekiwania zostaną spełnione.
Nikt w Polsce, a już szczególnie organizacje powołane do pomocy Polonii i
Polakom zamieszkałym za granicą, nie powinny traktować nas jak irytujących
petentów. Musimy być równoprawnymi partnerami. Jak czytamy w statucie
Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” „celem Stowarzyszenia jest zespolenie
wysiłków w umacnianiu więzi Polaków zamieszkałych za granicą i Polonii z
Ojczyzną i jej kulturą narodową oraz niesienie pomocy w zaspokajaniu
różnorodnych potrzeb Polaków z zagranicy i Polonii. Wydaje nam się, że
cel ten łatwiej będzie osiągnąć poprzez ściślejszy niż dotychczas i bardziej
bezpośredni dialog między Polonią, a działaczami Stowarzyszenia, np. przez
powołanie – wzorem Marszałka Senatu – Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy
Radzie Krajowej Stowarzyszenia czy też przez uczestnictwo przedstawicieli
Polonii w Walnych Zebraniach Delegatów Stowarzyszenia.
Jak wynika ze sprawozdania z działalności statutowej Stowarzyszenia
„Wspólnota Polska” za 2006 rok, w zadaniu publicznym pod nazwą „Pobyty
edukacyjne w Polsce dla uczniów szkół polskich i polonijnych poza granicami
kraju” wzięło udział prawie 1.500 uczestników z 20 krajów. Niestety nie
było wśród nich ani jednego uczestnika z krajów Europy Zachodniej, USA,
Kanady, Australii czy Afryki. Powodem tego stanu rzeczy nie jest ani brak
uczniów, ani szkół polskich w tych regionach świata, ale horrendalne wprost,
zaporowe ceny wymagane od nich za dwutygodniowe turnusy. Wynoszą one mniej
więcej 500 euro, do czego dochodzą koszty dojazdu do Polski i ubezpieczenia.
Miejsce zamieszkania dzieci nie determinuje ani zamożności, ani potrzeb
poznania języka, kultury i tradycji. Uważamy, że wszystkie polskie dzieci,
bez względu na miejsce zamieszkania, powinny mieć jednakowy dostęp do
pobytów edukacyjnych w Polsce, co jest równoznaczne z jednakowym
dofinansowaniem tych pobytów.
I
jeszcze jedna drobna sprawa. Generalnie należy stwierdzić, że w Polsce
panuje „choroba” nieodpowiadania na listy. W naszych wielokrotnych próbach
współpracy z instytucjami, zarówno rządowymi jak i pozarządowymi w kraju,
często nie wiemy, czy nasz partner otrzymał naszą korespondencję, czy też
uważa, że odpowiedź nam się nie należy. Mamy nadzieję, że wspólnymi siłami -
po partnersku - uda się nam znaleźć jakiś lek na tę „chorobę”.
Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, a więc uznajmy, że nie jesteśmy
dżentelmenami i porozmawiajmy o finansowaniu organizacji polonijnych.
Na wstępie trzeba stanowczo powiedzieć, że
całkowicie nie do zaakceptowania przez organizacje polonijne jest sprawa
ewentualnego przekazania środków budżetowych na współpracę z Polonią do
dyspozycji Ministra Spraw Zagranicznych. Organizacje polonijne nie mogą być
narażone na zmieniające się gusta i upodobania poszczególnych ekip
politycznych. W wielu wypadkach rozwiązanie takie byłoby wbrew statutom
organizacji skupiających obywateli krajów zamieszkania, których lojalność
wobec własnych krajów mogłaby być podważana. Wreszcie rozwiązanie takie
wśród zarówno służby konsularnej jak i działaczy polonijnych może być
zarówno konflikto- jak i korupcjogenne. Dlatego należy utrzymać
dotychczasowe kanały pomocy finansowej dla organizacji polonijnych, tzn., że
środki finansowe Senatu RP powinny być rozprowadzane za pomocą polskich
organizacji pozarządowych.
Wydaje nam się, że cały dotychczasowy system przyznawania dotacji i
procedury z tym związane powinny zostać zmienione, gdyż są one chyba rodem z
PRL-u. Okres od złożenia podania do otrzymania dotacji to w najlepszym
wypadku 9 miesięcy – w tym czasie jak wiadomo, można zarówno dziecko
spłodzić jak i je urodzić. Przez pierwszych 6 miesięcy w roku organizacje
polonijne są praktycznie sparaliżowane brakiem środków. Cała ich energia
jest skupiona na jakimś dotrwaniu do czerwca-lipca, kiedy to ich konto może
zostać zasilone. A wszelkie opłaty jak np. czynsze, telefony trzeba płacić
co miesiąc od stycznia. Dobrze, gdy wśród zarządu jest ktoś w miarę zamożny,
to może pożyczyć. Ale nie ma w pierwszym półroczu możliwości na jakąkolwiek
dodatkową działalność, na organizowanie imprez. W drugim półroczu trzeba się
natomiast spieszyć, aby zdążyć wydać pieniądze przed terminem rozliczania
dotacji. Toż to przecież paranoja. System ten należy jak najszybciej
zmienić, bo ”dwa razy daje, ten kto szybko daje”, a logicznie wyprowadzona z
poprzedniego zdania myśl to: ”ten kto daje wolno, daje tylko połowę”.
Z
satysfakcją dowiadujemy się, że Senat RP w znacznym stopniu, bo o 46 %,
zwiększył w roku bieżącym ilość środków przeznaczonych na działania
programowe i inwestycyjne przeznaczone dla Polonii i Polaków za granicą.
Jednocześnie mamy sygnały z niektórych organizacji polonijnych, że ich
dotacje zostały w znacznym stopniu ograniczone w porównaniu z latami
poprzednimi. A więc tu problemem wydaje się brak przejrzystości, czyli
transparencji. O ile składane przez nas podania są bardzo szczegółowe i
zawierają budżety z rozbiciem na poszczególne koszty, to umowy dotyczące
przekazania przyznanych nam dotacji są zbyt ogólnikowe. Nie byłoby z tym
problemu, gdyby sumy dotacji odpowiadały sumom z naszych podań. Ale są one
często dużo mniejsze i niezbyt wiadomo, które pozycje budżetu nie zostały
uwzględnione. Nie wiemy też kto dokonał (np. Stowarzyszenie ”Wspólnota
Polska” czy też Senat?) ewentualnych cięć w naszym budżecie i z jakiego
powodu?
"Zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza"
-
zgodnie z tą leninowską zasadą, wydatkowanie otrzymywanych przez nas
dotacji, jest starannie kontrolowane przez co najmniej cztery różne organy
kontroli: nasze własne organizacyjne komisje rewizyjne, przez organizację
pozarządową, za pomocą której dotacje te dostajemy, przez odpowiednią
komórkę Senatu i w końcu przez Najwyższą Izbę Kontroli. Nie mamy nic
przeciwko kontroli, ale zarówno przepisy rachunkowości jak i metody kontroli
powinny być nowoczesne, dostosowane do warunków w których działamy.
Kontrola, o której mówimy, polega mniej więcej na tym, że sprawdza się
fakturę np. za znaczki, czy ma ona wszelkie znamiona dokumentu fiskalnego,
czy są na niej odpowiednie daty, opisy, podpisy, poświadczeniu, numery,
pieczątki i czy została zaksięgowana jak należy w księgach rachunkowych.
Nikt nie zastanawia się, czy zamiast kupować te znaczki, taniej byłby być
może wysyłać e-maile? Albo - skąd wziąć podpisy i pieczątki na fakturach
otrzymanych przez internet?
Niejednokrotnie - pochodzące z ubiegłej epoki - przepisy dotyczące
rozliczania dotacji uniemożliwiają dobre gospodarowanie środkami, które są
nam powierzone. Np. podróż 4 osób z miejscowości A do B najtaniej można
odbyć prywatnym samochodem. Jedynym kosztem jest benzyna, której jednak nie
można rozliczyć za pomocą paragonu wystawionego przez automat na stacji
benzynowej. Wymagana jest faktura ze szczegółowym opisem: imię, nazwisko,
funkcja osoby odbywającej przejazd, cel przejazdu, pojemność silnika i ilość
przejechanych kilometrów. Nie wiem jak w Polsce, ale uzyskanie takiej
faktury w wielu krajach nie jest po prostu możliwe. Co należy w takiej
sytuacji zrobić? Aby zadowolić kontrolerów, o wiele prostsze wydaje się
wydanie cztery razy większej kwoty na bilety kolejowe, autobusowe i
taksówki, byleby to tylko było zgodne z instrukcją rozliczania dotacji.
Podobny problem istnieje przy rozliczaniu rozmów telefonicznych, gdyż osoby
piszące te instrukcje nie zauważyły chyba rewolucji, która miała miejsce na
rynku telekomunikacyjnym. W związku z tym nie akceptuje się kart
telefonicznych, rozliczania rozmów telefonicznych przez internet itp. itd.
Upokarzającym
dla działaczy polonijnych i niezgodnym z art. 51 Konstytucji RP oraz z
ustawą o ochronie danych osobowych jest żądanie załączania billingów do
faktur za rozmowy telefoniczne.
Paradoksem jest, że wymagania instrukcji mogą bezpośrednio prowadzić do
niegospodarności. Wydaje nam się, że metody kontroli – i to na wszystkich
szczeblach – należy unowocześnić, np. wprowadzić kontrolę wykonania zadań,
biorącą pod uwagę takie aspekty jak oszczędność, wydajność, skuteczność.
Oczekujemy też transparencji od innych beneficjentów środków przeznaczanych
na Polonię przez polskiego podatnika. Uważamy, że sprawozdania finansowe
pozarządowych organizacji pomocowych powinny być jawne i dostępne np. na ich
stronach internetowych.
Podsumowując należy stwierdzić, że oczekujemy od Polski partnerstwa i
podmiotowego traktowania. Tylko tyle, a może aż tyle, Polonia i Polacy z
zagranicy oczekują od Polski. Chcemy i jesteśmy w stanie sobie nawzajem
pomóc.
Roman Śmigielski
Sekretarz generalny EUWP
Przewodniczący Federacji „Polonia” w Danii